Monika polewała małą Julkę żrącą substancją. Wyrodna matka latami oszpecała córkę dla pieniędzy!

2026-03-24 10:11

Trudno uwierzyć w to, co zrobiła własnemu dziecku Monika B. (45 l.). Kobieta z premedytacją i w okrutny sposób raniła swoją córeczkę, aby wyłudzać środki z charytatywnych zbiórek na rzekome leczenie dziewczynki. Koszmar małej Julci trwał przez wiele lat. Wyrodna matka stosowała żrące substancje, nie pozwalając na wygojenie się ran na ciele dziecka.

Dramat w Sięciaszce Drugiej. Matka przez lata zadawała ból córce

Koszmar Julci rozpoczął się w lutym 2017 roku i trwał aż do stycznia 2024 roku, co daje prawie siedem lat cierpienia. Matka dziewczynki wymyśliła makabryczny sposób na szybkie pozyskanie gotówki. Aby zrealizować swój okrutny plan, z zimną krwią wykorzystała własne dziecko.

45-latka stworzyła perfidną sieć kłamstw, która skutecznie grała na emocjach internautów, chętnie wpłacających datki na ratowanie życia małej dziewczynki. Fotografie zamieszczane przez Monikę B. na stronach fundacji ukazywały przerażający stan dziecka. Wygląd zmian skórnych miał sugerować, że Julcia zmaga się z ciężką, przewlekłą i nieuleczalną chorobą.

Aby oszustwo było wiarygodne, rany nie mogły zniknąć, a zbiórki wymagały ciągłej aktualizacji zdjęć. Monika B. bezlitośnie kontynuowała swój proceder, całkowicie ignorując ból córki. Z premedytacją rozdrapywała rany dziewczynki i co gorsza, używała żrących płynów, które dosłownie wypalały dziury ciele dziecka!

Te bestialskie działania doprowadziły u dziewczynki do powstania rumienia, silnych stanów zapalnych, trwałych blizn, a nawet nieodwracalnych uszkodzeń tkanek spowodowanych martwicą.

Lekarze nabrali podejrzeń. Prawda o chorobie Julci wyszła na jaw

"Ból wykańcza moje dziecko, przenikający, trwający nieprzerwanie, taki ból, którego nie można uciszyć lekami ani maściami. Nie pomagają nawet silne sterydy. Juleczka bardzo cierpi, piszczy, płacze, nie może złapać tchu". W ten sposób Monika B. opisywała stan córki na portalach zbiórkowych.

Na innej stronie kobieta przekonywała darczyńców, że kosztowne leczenie rzekomo chorej dziewczynki doprowadziło rodzinę do ogromnych długów, błagając o kolejne wpłaty.

Oszustwo w końcu ujrzało światło dzienne. Kluczową rolę odegrał personel Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie, który zauważył niepokojące nieścisłości. Objawy i rozwój dolegliwości u dziecka zupełnie nie przypominały żadnego znanego schorzenia, a nietypowy kształt i zmiany na twarzy sugerowały nienaturalne pochodzenie. Eksperci jednoznacznie orzekli, że obrażenia miały charakter mechaniczny i były wynikiem celowego działania człowieka.

Monika B. skazana. Dziewczynka wraca do zdrowia z dala od matki

Po aresztowaniu Moniki B. jej córka trafiła pod bezpieczną opiekę najbliższych. Co znamienne, po odseparowaniu od toksycznej matki, zdrowie dziewczynki uległo natychmiastowej i radykalnej poprawie. Julcia musi teraz uczyć się życia na nowo, ponieważ koszmar zaczął się, gdy miała zaledwie dwa latka. Obecnie dziewczynką opiekuje się tata, a w powrocie do normalności pomagają jej doświadczone terapeutki.

Po badaniach psychiatrycznych biegli uznali Monikę B. za osobę poczytalną. Zdiagnozowano u niej jednak zaburzenia osobowości, określane jako przeniesiony zespół Münchhausena.

"Monika B., w ocenie biegłych psychiatrów, wykazuje natomiast zaburzenia osobowości w postaci (…) zespołu Münchhausena z przeniesienia, które polegają na celowym wprowadzaniu przez opiekuna objawów choroby u dziecka lub innej osoby pod jej opieką, aby wzbudzić współczucie i uwagę ze strony otoczenia, a także uzyskać z tego tytułu korzyści, m.in. finansowe"

Takie stanowisko w tej sprawie przekazała prokuratura.

Finał tej wstrząsającej sprawy nastąpił we wtorek, 24 marca. Monika B. usłyszała prawomocny wyrok. Mimo że groziło jej nawet 20 lat za kratkami, sąd wymierzył karę 15 lat pozbawienia wolności.

Monika B. oblewała córeczkę kwasem? Potwór, nie matka!