Cztery ciosy nożem i śmierć 55-letniej Edyty. Oskarżony Dariusz W. ze Strzały pod Siedlcami mówił w sądzie o depresji i myślach samobójczych

„Dostałem ataku szału, nie byłem sobą” – mówił w Sądzie Okręgowym w Siedlcach Dariusz W., oskarżony o zabójstwo swojej partnerki, 55-letniej Edyty. W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia w 2025 roku 53-letni wówczas mężczyzna pokłócił się z konkubiną, co skończyło się jej śmiercią. Otrzymała cztery pchnięcia nożem w klatkę piersiową. Dariusz W. przyznał się wtedy do winy. Dziś (14 września) podczas pierwszej rozprawy, powtórzył to w sądzie. Złożył też wyjaśnienia, nieco inne niż tuż po tragedii, opisując swój stan psychiczny z tamtego okresu. Podkreślał, że walczył z depresją.

Policjanci wprowadzają skutego oskarżonego Dariusza W. do sali rozpraw. O procesie przeczytasz na Eska Siedlce.
Autor: Monika Półbratek

– Przed Sądem Okręgowym w Siedlcach rozpoczął się proces w sprawie zabójstwa, które zaistniało w dniu 25 grudnia 2025 roku w miejscowości Strzała pod Siedlcami. W dniu dzisiejszym oskarżony ponownie przyznał się do popełnienia przestępstwa, jakie się mu zarzuca, złożył w tej sprawie wyjaśnienia, przy czym o ile nie kwestionuje on samego przebiegu zdarzenia, to dziś w sposób odmienny relacjonował on swoją stronę motywacyjną, czyli z jakiego powodu popełnił ten czyn. Wyjaśnienia te w tym zakresie są w dużej mierze inne niż te, jakie składał w postępowaniu przygotowawczym. I niewątpliwie będzie to ta okoliczność, na której będzie się teraz koncentrował dalszy proces. – powiedział nam prok. Arkadiusz Szewczak z Prokuratury Rejonowej w Siedlcach. Postawił on oskarżonemu zarzut zabójstwa z zamiarem bezpośrednim.

Ruszył proces w sprawie zabójstwa w Strzale. Oskarżony tłumaczy swoje zachowanie depresją!
Autor: Monika Półbratek

Podczas pierwszej rozprawy oskarżony Dariusz W. obszernie wyjaśnił przed Sądem, że od końca września 2025 roku zmagał się z depresją. W tamtym czasie pogorszył się bowiem jego stan zdrowia – przeszedł operację kręgosłupa i przez dłuższy czas był niezdolny do pracy. To z kolei miało wpłynąć na jego psychikę, wywołać lęki i potrzebę izolacji.

– „Nie radziłem sobie. Wszystkie obowiązki domowe spadły na Edytę.” – powiedział.

W związku z pogarszającą się kondycją psychiczną, na prośbę konkubiny zaczął chodzić do psychologa i brać leki. Twierdzi jednak, że mu nie pomagały, a pod koniec listopada i w grudniu miał już myśli samobójcze. W międzyczasie mężczyzna dowiedział się bowiem od pracodawcy, że jego umowa o pracę, ważna do 31 grudnia 2025, nie zostanie przedłużona. To dodatkowo miało pogorszyć jego stan psychiczny. Zapisał się jednak na wizytę u psychiatry, której odbycie zaleciła mu wcześniej psycholog. Nalegała na to także jego partnerka. Wizyta na NFZ była przekładana, ale ostatecznie odbyła się tuż przed świętami. Wtedy psychiatra stwierdził u Dariusza W. stany lękowe i przepisał mu kolejny lek. Od tamtej pory miał przyjmować oba lekarstwa jednocześnie. Twierdzi, że stosował się do tego przez pierwsze dni po zrealizowaniu recepty, a leki podawała mu konkubina.

W dniu zabójstwa Dariusz W. nie przyjął jednak przepisanych mu lekarstw. Tłumaczył, że stało się tak, bo w pokoju, gdzie leżały, spał syn jego partnerki, który przyjechał na święta. Później wszyscy śpieszyli się na obiad u rodziny, przez co ostatecznie całkiem zapomniał o lekach. Przy obiedzie w gościach częstowano go alkoholem, ale odmówił wypicia go. Podkreślał, że siedząc tam, przez cały czas czuł się przybity, ale nic nie zapowiadało tragedii. 

Niestety, gdy wraz z partnerką wrócili do domu, wieczorna rozmowa z nią miała przerodzić się w kłótnię, a kłótnia w awanturę. Kobieta miała mu w złości wypominać różne rzeczy, wyzywać go. Wtedy, w nagłym ataku szału i przypływie agresji mężczyzna miał chwycić za nóż i zadać jej nim kilka ciosów w klatkę piersiową. Mówił, że nie pamięta, skąd wziął nóż i ile dokładnie ciosów zadał 55-latce. Zapamiętał jednak, że miał zakrwawioną rękę, więc poszedł do łazienki, by ją umyć. Umył także nóż i zostawił go w łazience. Podkreślał, że nie chciał w ten sposób zacierać śladów zbrodni, tylko zrobił to odruchowo.

Później nie był w stanie sam wezwać odpowiednich służb. Zadzwonił więc do syna ofiary, który był wtedy z kolegami, a także do swojego brata. Powiedział im, co się stało. Obaj natychmiast przyjechali na miejsce, a brat wezwał policję i pogotowie. Niestety, pomimo udzielonej jej przez służby pomocy, kobieta zmarła.

Na sali sądowej Dariusz W. podkreślał także, że kochał Edytę, był z nią w zgodnym i szczęśliwym związku od 15 lat, i że nigdy wcześniej nie podniósł na nią ręki. Nie umiał wyjaśnić motywów swojego postępowania.

– Codziennie myślę o tym, co jej zrobiłem. Bardzo tego żałuję. – podsumował swoje wyjaśnienia.

Po wysłuchaniu wyjaśnień oskarżonego, Sędzia rozpoczęła przesłuchania świadków. Nie wszyscy stawili się jednak w sądzie. Nie było syna zmarłej tragicznie Edyty. Zeznawała natomiast policjantka, która interweniowała w domu oskarżonego w dniu tragedii, a także brat i siostra Dariusza W. Policjantka przyznała, że ona i inni funkcjonariusze obecni na miejscu zdarzenia niepokoili się o stan zdrowia psychicznego Dariusza W. i pytali go, czy bierze jakieś leki. Jego bliscy potwierdzili natomiast, że Dariusz i Edyta tworzyli zgodny, szczęśliwy związek. Przyznali także, że mężczyzna rzeczywiście walczył w ubiegłym roku z depresją i miewał myśli samobójcze. Brat dodał też, że takie problemy nie były nowe. Pierwszy raz Dariusz W. miał zmagać się z depresją już kilka lat wcześniej. 

Kolejne przesłuchania świadków będą wznowione na następnej rozprawie, która została zaplanowana na 23 października.

ROLKI